"Zjeżdża się tutaj chamstwo z całego świata ..." - powiedział jeden z bohaterów filmu Miś wychodząc z hotelu Astoria. Ten tekst przypomniał mi się, gdy zupełnie niespodziewanie doszło do dwóch spotkań na śniadaniu z tym samym Holendrem. Zacznijmy od początku. Byłem na 5cio dniowym szkoleniu w Warszawie. Firma załatwiała hotel, więc wybrano coś, co dla firmy, wydawało się tanie. Dostałem pokój w hotelu pięciogwiazdkowym (nazwy nie wymienię. bo nie płacą za reklamę ;) ). Jak to w hotelu wysokiej klasy, śniadanie jest w restauracji, gdzie do stolika prowadzi Cię kelner/kelnerka.
Był to już trzeci dzień, więc miałem już trochę rutyny śniadaniowej. Kelnerka wskazał mi stolik, rozłożyłem serwetkę, żeby zaznaczyć, ze jest zajęty, zamówiłem kawę i poszedłem zamówić omlet i komponować sałatkę owocową. Jakie było moje zdziwienie, kiedy wracając do stolika zobaczyłem, że ktoś przy nim siedzi. Spytałem kelnerkę o co chodzi. Powiedziała, że ona wie i rozumie, ale ten pan się uparł, bo chce siedzieć blisko znajomych. Pomyślałem sobie "szkoda moich nerwów" i poprosiłem o wyznaczenie innego stolika. Nie wiedziałem, że następnego dnia będzie jeszcze ciekawiej.
Drugiego dnia ta sama rutyna, tym razem usiadłem sobie z omletem przy stoliku i ten sam łysy koleś usiadł przy moim stoliku, tym razem już nie na moim miejscu, ale na przeciwko mnie i gapi się. Odłożyłem sztućce i zacząłem sobie układać jak mu tutaj ładnie powiedzieć, że jest idiotą i niech spada nie używając słów na "f" i nie koniecznie używając słowa idiota. Zdążył mnie ubiec jego szef, siedzący przy stoliku obok, który wypalił mu po holendersku, żeby znalazł sobie inny stolik i nie robił siary.
No cóż, tak poniewierają Polaków i niedorozwinięty kraj, tak się z nich śmieją, ostatnio nawet w piosenkach, a sami w Polsce nie potrafią się zachować w restauracji. Zabawne :)