„Wsiąść do pociągu byle, jakiego”, na szczęście te słowa nie zainspirowały mnie tym razem i „zmuszona” podróżowaniem między Warszawą a Krakowem postanowiłam sprawdzić ceny pociągów. Jak się okazało, (nie na darmo na poznaniaków mówi się „centuś” :P), róznice są ogromne! InterCity kosztuje 110 zł w jedna stronę, natomiast TLK (Tanie Linie Kolejowe) 40 zł! Mało tego, jadą dokładnie tak samo długo, a co się później okazało TLK to dokładnie pociąg InterCity, tyle że kursuje o innej godzinie i wtedy nazywa się TLK, paranoja.
W każdym razie, kiedy już wracałam z Krakowa, tymi tanimi liniami z komfortem InterCity, zauważyłam, że nie tylko ja wpadłam na genialny pomysł sprawdzenia ceny i pociąg jest przepełniony. Nie mając wielkiego wyboru usiadłam w przedziale dla palących i na pierwszy rzut oka w ”dziwnym” towarzystwie, przynajmniej tak mi sie wydawało. Dodam, ze była godzina ok 22 i widok dwóch mężczyzn gdzie jeden z nich miał złoty zegarek, sygnet a w dodatku mówiącymi po rosyjsku nie wzbudzał mojego zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Na szczęście nie byłam sama, w przedziale siedział jeszcze młody chłopak Przemek, jeśli dobrze pamietam:-) i dziewczyna.
Jak tylko pociąg ruszył, padło pytanie ze strony Przema (i tutaj moje zaskoczenie, kompletnie źle oceniłam sytuację) do „ruskich” (jak się potem okazało chłopaki z Ukrainy byli) czy mają kieliszek. Na to jeden z nich, że w pociągu jest zakaz picia alkoholu i grozi za to mandat. Oho! Myśle sobie, chłopaki nie takie straszne:-) Przemo stwierdził, że on zawsze pije jak jeździ pociągami a jeździ przynajmniej raz w tygodniu tak więc problemu nie ma. No i jak to mówią potrzeba matką wynalazku. Okazało, się że z papierowego kubka z McDonalda, można wyczarować cuda.Za pomocą scyzoryka kubek został zmniejszony, do rozmaiarów nazwijmy to umownie „kieliszka.” I tak między mną, (mimo, że ja nie piłam) a chłopakami nawiązała się konwersacja. Między nimi, po pierwszej flaszce była trochę bardziej żywiołowa:-) Dowiedzieliśmy się, że chłopaki pochodzą z Ukrainy i pracują od 10 lat w Warszawie, jeden z nich mówił bardzo dobrze po polsku, studiował w Polsce i chciał zostać księdzem. Studia teologiczne, otworzyły mu oczy na „całą prawdę” i zrezygnował. Po pierwszej flaszce, Ukraińcy (niestety nie pamiętam imion) stwierdzili, że teraz oni poczęstują Przema swoją wódką a nas dziewczyny ciasteczkami, na które notabene dostałam przepis. Znalazła się też ukraińska hałwa i kiełbasa na zagrychę:-)
Rozmawiało się naprawde wyśmienicie, atmosfera była wręcz domowa, a towarzystwo zabawne i kulturalne.Pierwszy raz czułam się świetnie, będąc trzeźwa w towarzystwie podpitych. Pewnie to, dlatego, że chłopaki, ze względu na fakt, że byłam jedyną osobą niepalacą w przedziale, starali się nie palić wszyscy na raz i otwierali okno specjalnie dla mnie, sam fakt, że nie wmuszali w nikogo alkoholu i że to nie oni zapoczątkowali picie, przyznacie, że było małą „niespodzianką”. Taka mała rzecz a cieszy:-) To było coś nowego w przeciwieństwie do tego jak zachowują się ludzie podróżujący w Polsce, albo siedzą jak mruki i do nikogo się nie odzywają, albo coś im nie pasuje. Kiedyś jednej Pani przeszkadzało, że młodzież w sąsiednim przedziale za głośno się śmieje! Ale to już historia na osobnego posta...
Wracając do tematu. Nawet nie wiem, kiedy dotarliśmy do Warszawy i gdyby nie fakt, że czekał na mnie mój chłopak to pewnie nie chciałoby mi się wysiadać. Dzięki Wam Towarzysze podróży:-) !