Chyba wreszcie nadszedł czas, kiedy mogę bez żadnych emocji i obiektywnie napisać o nauce języka holenderskiego a właściwie o szkołach do jakich chodziłam i jak to się wszystko odbywa.
Po pierwsze nigdy, ale to nigdy nie korzystajcie z polskich szkół na terenie Holandii!!! Mówię serio, to jakaś kompletna porażka.
Ale zacznijmy od początku.... Zapisałam się do jednej z takich szkół, mając nadzieję, że będzie mi łatwiej nauczyć się języka jeśli nauczyciel wytłumaczy mi gramatykę i całą resztę po polsku. Nic bardziej błędnego. Wszystkie formalności poszły gładko przez internet, zapłacić miałam na pierwszych zajęciach za kurs i książki.
Jakim to wielkim zaskoczeniem było dla mnie, kiedy wybrałam się na pierwsze zajęcia, i okazało się, że będą się one odbywać na jakimś strychu kawiarni ???? Zero warunków do nauki. Ludzie też jacyś dziwni, nie obrażając rodaków, ale kiedy ja płacę za szkołę z własnej kieszeni to nie przychodzę pogadać sobie o duperelach, tylko chce się czegoś nauczyć. Z nimi było trochę inaczej a nasza Pani nauczycielka nie bardzo dawała sobie z tym radę.
Na szczęście trafiłam tam również , na małżeństwo, które zapisało się do szkoły, w tym samym celu co ja- żeby nauczyć się języka. W sumie logiczne, niestety nie dla wszystkich.
Nauczycielka Pani Bożena – muszę wymienić jej imię bo to prawdziwy brylant w szkolnictwie :) a i owszem mówiła po holendersku, ponieważ mieszka tutaj ok 15 lat jeśli dobrze pamiętam, ma również męża Holendra, natomiast za żadne skarby nie jest pedagogiem. Nie potrafi wytłumaczyć najprostszych zasad gramatycznych. Kiedy pytaliśmy Panią Bożenę o cokolwiek i dawaliśmy do wyboru dwie opcje to Pani Bożena powtarzała je na głos i po chwili namysłu stwierdzała, że na słuch to jej bardziej ta, czy tamta opcja pasuje ! Ale przebojowym tekstem, którym Pani Bożena zasłynęła w naszych oczach był tekst, kiedy ktokolwiek odezwał się, że Holender go poprawiał i instruował jak poprawie należy wymawiać dany wyraz, to Pani Bożena zadawała od razu jakże ważne pytanie: A JAKIEGO POCHODZENIA BYŁ TEN HOLENDER? Myślałam, że spadnę ze śmiechu z krzesła.
Z wiadomych powodów jak najszybciej chciałam zrezygnować ze szkoły,albo przenieść się do innej grupy w nadziei, ze trafie na prawdziwego pedagoga. Niestety nie udało mi się przenieść bo jak mnie poinformowała Pani kierownik nie maja tyle krzeseł, i nie będę miała gdzie usiąść – to nie żart! Pieniędzy tez nie udało się odzyskać, bo w umowie jest zastrzeżone, ze nie podlegają one zwrotowi. Ręce opadają.
Na szczęście jest tez dobra strona medalu, w związku z tym doświadczeniem udałam się do gminy i tam za darmo wysłali mnie na kurs do szkoły z prawdziwego zdarzenia. Trafiłam na wspaniałą nauczycielkę Panią Gabrysie, oczywiście holenderka, wiec zajęcia były tylko w tym języku. I możecie wierzyć lub nie, ale jeśli ktoś chce, i jest profesjonalistą to potrafi wytłumaczyć całą gramatykę po holendersku nawet, kiedy uczniowie dopiero zaczynają przygodę z tym językiem.
Tak wiec nie dajcie się nabrać na tanie slogany polskich szkol, w których nie ma wykwalifikowanej kadry! Szkoda czasu i pieniędzy.