mojaemigracja.nl

Nie do opanowania!

Lakiernik z polecenia

Lakiernik z polecenia - krótka historia ku przestrodze innych.

Znalazłem stare notatki, którymi chciałbym się z Wami, drodzy czytelnicy podzielić.

Miałem małą przygodę z samochodem. Rozbiłem tylna lampę, uszkodzony bok i zderzak tylny. Po gruntownym myciu samochodu po zakupie znalazłem plamy po ptasich odchodach na masce, wiec i tak chciałem skorzystać z lakiernika, a stłuczka tylko wszystko przyspieszyła. Ceny w Polsce są 4 razy niższe niż w Holandii, wiec długo się nie zastanawiałem. Umówiliśmy się u lakiernika poleconego przez znajomego, który handluje samochodami i często korzystał z jego usług.

Poniedziałek - początek przygody.

Zaprowadzamy samochód do lakiernika. Pan lakiernik spodziewa się nas. Rozmowa jest fachowa, lakiernik doradza nam co można podmalować, co nie. Uzgadniamy następujący zakres prac: tylna lewa ćwiartka - naprawa blacharska + malowanie, malowanie obu zderzaków, maski i tylnych drzwi od strony kierowcy. Pan lakiernik robi wrażenie fachowca i osoby inteligentnej, proponuje podwiezienie nas do domu. W drodze jesteśmy raczeni anegdota o moskiewskich taksówkarzach. Jesteśmy poinformowani, ze przy tym zakresie prac wszystko potrwa około 3 dni, można w tym czasie zaglądać. Nie zapominajmy, ze zaoferowano nam pomoc w zdobyciu żarówki, ale akurat ta cześć poszła bezproblemowo.

Wtorek - wszystko idzie gładko. Zaglądamy do warsztatu. Bok jest już wyprostowany. Maska, drzwi i zderzaki są zaszpachlowane i wyszlifowane, chociaż według pracownika warsztatu na elementach jest już podkład. Pracownik twierdzi, ze jutro rano elementy będą malowane, później polerowane i na środę popołudniu gotowe.

Środa - początek udziwnień. Dzwonie do warsztatu, żeby dowiedzieć się konkretnie, o której godzinie auto będzie gotowe. Pan lakiernik mówi, ze jego pracownik, na pewno nie informował nas, ze samochód będzie gotowy na środę, tak wiec kazał przyjść w czwartek na 16stą.

Czwartek - wersja próbna. Przyjeżdżamy do warsztatu o 16stej. Samochód stoi na zewnątrz, z daleka się błyszczy. Mam uśmiech na twarzy, ale podchodzimy bliżej i zadowolenie mija. Zaczynamy oglądać samochód od przodu. Na masce nie widzimy problemów, ale gładząc ręką wyczuwamy nierówności tzw. kasze na zderzaku. Ale to się spoleruje, klika minut i nie będzie problemu. Idziemy dalej. Samochód stoi w cieniu, wiec znajdowanie błędów w sztuce powinno być trudne. Jednakże tylne drzwi od razu budzą wątpliwości: zauważamy ostra krawędź na drzwiach (coś było przyklejone) a co gorsze, to lakier jest ewidentnie przypalony od polerowania. Żółta plama na środku niebieskich drzwi rzuca się w oczy. Natomiast na tylnym zderzaku jest zaciek. I teraz najgorsze. Gołym okiem widać, ze lampa, zderzak i bok nie są spasowane. Lampa odstaje od karoserii u góry, z boku i z tylu. Lakiernik oddaje samochód z zaciekiem! Co on ślepy jest?! Lakiernik chodzi w koło w warsztacie , nie jest zainteresowany nami. Wołamy go, pokazujemy błędy i mówi, ze przyjmuje uwagi i poprawi na jutro na godzinę 12stą.Zaciek jest kwitowany słowami: "Pan mówi, ze zaciek, niech będzie, ze zaciek". Dzień w plecy. Ale nie pospieszamy fachowca. Może się spieszył, a teraz zrobi lepiej. A przecież chodzi o to, żeby samochód był zrobiony jak nowy, a nie pryśnięty jak sprayem w warunkach domowych.

Piątek - dzień wariata.

Autobusem komunikacji miejskiej udajemy się do warsztatu na umówiona godzinę. Wchodzimy i widzimy, ze tył samochodu jest zdemontowany. Myślę, że jeszcze kończą, ale nie! Oni nie zaczęli jeszcze, samochód jest w takim samym stanie jak dzień wcześniej. Mówię, że umówiliśmy się na godzinę 12, w odpowiedzi słyszę, ze lakiernik nigdy nie zobowiązał się dla nikogo co do terminu wykonania prac i nie zrobi wyjątku dla mnie. Mówi, ze on nie wie na kiedy samochód będzie gotowy. No to moja dziewczyna pyta co zostało zrobione. Lakiernik mówi: "To co Pani widzi", ona z kolei: "nic nie widzę", a lakiernik: "jak pani nic nie widzi to nic nie zostało zrobione". Znowu próbujemy dusić mechanika o termin i słyszymy: "jak pani chce tak rozmawiać, to powiem, ze na reklamacje mam 14 dni". Lakiernik mówi: "przepraszam muszę przejść" i odchodzi od nas, odwraca się plecami i nie zwraca uwagi na zadane pytania. Dopiero, kiedy kolejny raz podchodzimy i pytamy czy możemy przynajmniej liczyć na telefon z informacja o postępie prac, odwrócony tyłem odpowiada, ze tak. Po powrocie do domu poprosiliśmy o interwencje znajomego, który go polecił. O godzinie 17 jedziemy z teściem sprawdzić, czy coś się ruszyło. Samochodu nie ma na zewnątrz, nie znajdujemy go tez w warsztacie. Zaczynam się pocić. Teraz już wszystko możliwe. Znajdujemy samochód w kabinie natryskowej. Pojawia się lakiernik. Wziąłem teścia, bo po mieszkaniu zagranica nie jestem przyzwyczajony do takich sytuacji i nie wiem jak rozmawiać, wiec teść prowadzi rozmowę. Pyta co z tym samochodem się dzieje i na kiedy będzie gotowy. W odpowiedzi słyszy "Nie wiem". No to mówi bardziej twardo: "Widzi Pan co jest do zrobienia i nie potrafi powiedzieć, na kiedy zostanie to zrobione?". Lakiernik znowu zaczyna, ze on nikomu nie obiecuje i nie wie, ale być może jutro o 13stej. Na to teściu "Jak to być może? Co Pan rozmawia jak z dzieckiem i głupio odpowiada zamiast konkretnie?", Lakiernik "Jakie pytanie taka odpowiedz", Teść:"No to konkretnie o której?", Lakiernik:"No mowie, że mam nadzieje, ze jak nie będzie problemów, to poskładam to do 13stej", Teść:"To już słyszy się lepiej niż może", Lakiernik:"Język polski dopuszcza tez taka formę".Tak wiec z konwersacji wynika, ze lakiernik ma większe zdolności krasomówcze i polonistyczne niż lakiernicze.

Sobota.

Lakiernik zadzwonił o 9:45 z informacja, ze w ciągu 15 minut poskładają. W końcu odebrałem samochód.d Efekt malowania widać było dobrze po miesiącu. Samochód był w łatki. :(

Samochód po lakierowaniu

By krystian on 05 September 2010 |

2 comments on Lakiernik z polecenia

  1. Anonimowy
    Fri, 01/21/2011 - 15:49

    Niestety ale czy to w PL czy w NL wszedzie mozna trafic na pseudo-fachowcow ;) tyle tylko ze w NL kosztuje to o wiele drozej...

    Najbardziej razi mnie jednak niewiedza ludzi. Moj brat czesto smieje sie z holenderskich kolegow w jego firmie (branza samochodowa ale nie linie montazowe) ktorzy o samochodach wiedza tyle co nic - wg nich ma jezdzic i tyle. Olej do wymiany??? chyba Polacy powariowali, doleje tylko nowego najtanszego (na koszt firmy) i bedzie ok, filtry wymienic - jakie fitry????, klimatyzacje odgrzybic - co takiego????
    No ale skoro w kurach na prawo jazdy nie ma mowy o uzytkowaniu samochodu /sprawdzanie oleju, innych plynow/ to skad maja wiedziec?
    Efekt jest taki ze trudno znalezc tutaj dobre zadbane uzywane autko bo najczesiej to "zajechana" poobijana "puszka" sluzaca za smietnik dla kierowcy ;)

  2. Anonimowy
    Mon, 02/07/2011 - 18:10

    Ja rowniez korzystam z uslug holenderskich mechanikow i musze przyznac, ze nie zawsze przeraza mnie jakosc, ale raczej cena. Z kolei polacy czesto kombinuja jak by tu zarobic. I tak zle i tak niedobrze. Absolutnie nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze nie mozna tutaj znalezc zadbanego auta. Holendrzy przynajmniej nie naprawiaja aut na wlasna reke, tylko zawsze udaja sie do autoryzowanego salonu, tym bardziej ze maja troche drozdsze samochody niz te, ktore jezdza po polskich drogach. Wlasnie - polskie drogi. Dziura na dziurze i chocby ten sam samochod z takim samym przebiegiem byl uzywany w NL i w PL to ten z Holandii zawsze bedzie mniej weksploatowany, chociazby ze wzgledu na jakosc drog.Dodam jeszcze, ze kazda naprawa jest rejestrowana, a poniewaz samochod ma dozywotnia rejestracje wystarczy ja wpisac na stronie https://ovi.rdw.nl/ i tam znajdziemy wszelkie info o naprawach etc.

Ostatnie komentarze

Powered by Drupal, an open source content management system