Chyba wreszcie nadszedł czas, kiedy mogę bez żadnych emocji i obiektywnie napisać o nauce języka holenderskiego a właściwie o szkołach do jakich chodziłam i jak to się wszystko odbywa.
Po pierwsze nigdy, ale to nigdy nie korzystajcie z polskich szkół na terenie Holandii!!! Mówię serio, to jakaś kompletna porażka.
Zacznę od tego, że mieszkając tutaj 3 lata nigdy nie kusiło mnie, żeby mieć polska telewizję. Powodów jest parę, przede wszystkim nauka języka i jakość oraz treści przedstawiane w polskiej telewizji. Bo chyba sami przyznacie, że w naszej telewizji pokazuje się tylko te złe strony medalu, zawsze szuka się sensacji i tragedii ludzkiej. Zero pozytywnych informacji. I jak potem polski naród ma nie narzekać jak to jest źle i jaki on biedny.
Mój kolega ze szkoły, gdzie uczyliśmy się razem holenderskiego znalazł pracę w jednym z supermarketów. Niestety jak to często bywa, pracuje z tzw. Polaczkami a nie Polakami. Różnica polega na tym, że Polaczki, zazdroszczą innym, kiedy im się lepiej powodzi, widzą super interes, kiedy uda im się naciągnąć lub oszukać swojego rodaka, nadużywają alkoholu i narkotyków, urządzają bójki, etc. Polaczków można poznać również po nadużywaniu słowa kurwa, oraz tuningowanych samochodach.
„Wsiąść do pociągu byle, jakiego”, na szczęście te słowa nie zainspirowały mnie tym razem i „zmuszona” podróżowaniem między Warszawą a Krakowem postanowiłam sprawdzić ceny pociągów. Jak się okazało, (nie na darmo na poznaniaków mówi się „centuś” :P), róznice są ogromne! InterCity kosztuje 110 zł w jedna stronę, natomiast TLK (Tanie Linie Kolejowe) 40 zł! Mało tego, jadą dokładnie tak samo długo, a co się później okazało TLK to dokładnie pociąg InterCity, tyle że kursuje o innej godzinie i wtedy nazywa się TLK, paranoja.
Szukając pracy, znalazłam ogłoszenie na stanowisko Supervisior w jednym z hoteli. Ogłoszenie było zamieszczone przez uitzendbureau Van Koppen Van Eijk. Czym prędzej zadzwoniłam pod podany w ogłoszeniu numer telefonu. Niestety okazało się, że oferta jest już nieaktualna, ale jeśli szukam pracy to mogę zarejestrować się w tymże biurze i na pewno coś się znajdzie. No i znalazło się. Pan z biura dzwonił do mnie ze trzy razy, ponieważ prowadziłam samochód i nie mogłam rozmawiać, ale dla niego to żaden problem. W końcu udało nam sie porozmawiać.
Pewnie większość z nas zna polską strone niedziela.nl, na której można zamieścić ogłoszenia z przeróżnych kategorii. Od ”gratis” (zdecydowanie najmniej ogłoszeń :P) zaczynając, poprzez ”dam pracę”, ”nauka”, "sklepy”, "sprzedam”, "kupie ” etc. I tutaj następuje pewien fenomen za każdym razem, kiedy wystawiam cokolwiek do sprzedania, w dziale do tego przeznaczym czyli "sprzedam", odzew jest ogromny. Głownie smsowy.
Tym razem udałam się do lekarza w celu zapewnienia sobie ochrony antykoncepcyjnej w postaci spirali. Tabletek brać nie mogę, bo występują u mnie wszystkie możliwe skutki uboczne jakie tylko można w ulotce informacyjnej znaleźć. Oczywiście dla mojego partnera najważniejszym i najbardziej pożądanym efektem, który występuje przy braniu hormonów było powiększenie piersi :-) Eh faceci jak dzieci... Próbowałam plastra i tabletek i zawsze to samo.
W Holandii jak wiadomo (albo i nie), każdy obywatel musi wykupić ubezpieczenie zdrowotne. Uczyniłam więc to samo i czym prędzej zapisałam się do lekarza rodzinnego, którego poleciła nam sąsiadka. Inaczej trudniej jest znaleźć takiego, który ma jeszcze wolne miejsca. Pierwsza wizyta, z reguły ma za zadanie przeprowadzenia wywiadu z pacjentem. Na co chorował, czy ma jakieś przewlekłe choroby i trochę o tzw. „Dupie Maryni”. Ja natomiast już od razu zamierzałam się pochwalić swoją przypadłością, która od paru miesięcy mnie męczyła, a mianowicie wystający i bolący obojczyk.